Nasz patron

Oferta dla gimnazjalistów na rok szkolny 2017/2018 - kliknij TUTAJ. Zapraszamy do "Czerwoniaka" !

gen. Stefan Rowecki pseud. "Grot”

      Urodził się 25 grudnia 1895 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Uczył się w miejscowym gimnazjum w okresie największej carskiej tyranii. Ludzie starszego pokolenia żyli już tylko wspomnieniami dawnych powstań narodowych. Młodzież natomiast po raz kolejny rozpoczynała działalność konspiracyjną. Stefan Rowecki należał do organizatorów tajnego polskiego harcerstwa. Po latach, już w wolnym kraju, tak ten epizod wspominał: "Pracując od 1910 roku w piotrkowskim tajnym skautingu oraz na terenie zarzewiackim stosunkowo dość wcześnie rozbudziły się we mnie, ukryte niemal w każdym chłopaku ówczesnego pokolenia,  pierwiastki militarne i dążenie, aby móc stać się w przyszłości jednym z pionierów konspiracyjnie organizowanej polskiej wojskowości." . Gdy nadeszła wiadomość, że na terenie Galicji formują się pierwsze polskie organizacje wojskowe,  zakończył studia techniczne w szkole im. Wawelberga i Rotwanda. Rowecki niezwłocznie przekradł się przez "zieloną granicę" i tak rozpoczął niezwykle bujny, legionowy okres życia. Był trzykrotnie ranny, a pod koniec wojny - podobnie jak większość oficerów Legionów Polskich - został internowany w Beniaminowie.   W 1918 roku Stefan Rowecki został awansowany na porucznika. 


    Po zakończeniu l wojny światowej pozostał w armii. Pełnił różne funkcje sztabowe w dowództwach  frontów  i  armii, w Naczelnym Dowództwie, Ścisłej Radzie Wojennej oraz Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych (np. podczas bitwy warszawskiej 1920 roku był oficerem sztabu Grupy Uderzeniowej gen. Edwarda Śmigłego-Rydza). W pierwszych, bardzo niespokojnych latach istnienia II Rzeczpospolitej, zdążył jeszcze ukończyć studia w Wyższej Szkole Wojennej. Nic więc dziwnego, że wkrótce był zaliczany do ścisłej elity korpusu oficerskiego Wojska Polskiego. Niewątpliwie zasłużył sobie na opinię jednego z najświatlejszych, najwybitniejszych pisarzy wojskowych. Był założycielem i redaktorem "Przeglądu Wojskowego, a także redaktorem "Bellony" oraz fachowego czasopisma "Saper i Inżynier Wojskowy". Awans na pułkownika dyplomowanego otrzymał w roku 1932. Warto jednak podkreślić, że szybkiej kariery nie zawdzięczał swojej "legionowej przeszłości". Żywił szczery kult dla osoby Józefa Piłsudskiego, a jednak nie można zaliczyć go do grona typowych oficerów sanacyjnych. Dwukrotnie naraził się ulubionemu wodzowi: w 1918 roku wstępując w szeregi Polnische Wermacht (Piłsudski w tym czasie wybrał więzienie i nie popierał już dalszej walki u boku Niemiec i Austro-Węgier) oraz w 1926 roku - nie przyłączając się do zamachu majowego. Nie zaszkodziło mu to w dalszej karierze. Ten przykład niesubordynacji wobec dawnego dowódcy pozostaje jednak dowodem samodzielnych poglądów i osobistej odwagi. W latach 30, pułkownik Rowecki po raz pierwszy samodzielnie dowodził pułkiem. W służbie liniowej dał się poznać jako dowódca niezwykle wymagający, zawsze dążący do perfekcji. Szkolenie w jego jednostkach było bardzo męczące, co z pewnością nie zjednywało mu sympatii podkomendnych. 

   Nie był jednak wyłącznie surowym i wymagającym oficerem. Potrafił zadbać o swoich żołnierzy i był wobec nich sprawiedliwy. W trosce o swoich podkomendnych z 55 pułku piechoty wybudował np. stadion sportowy. Jeśli uwzględnimy fakt bardzo skromnego budżetu wojska, to zrealizowanie tak kosztownego projektu należy uznać za dowód dużej przedsiębiorczości. 

   Pod koniec lat 30., w obliczu narastającego zagrożenia wojennego władze polskie bardzo poważnie przyspieszyły realizację planów wzmocnienia obronności kraju. Do momentu wybuchu II wojny światowej wcielono w życie jedynie niewielką część ambitnego planu modernizacji Wojska Polskiego. Zdawano sobie spra­wę, że armia polska znacznie ustępowała  niemieckiej pod względem liczebności i nowoczesności. Zmiany poczynione w ramach 6-letniego planu rozbudowy i modernizacji polskich sił zbrojnych w niewielkim tylko stopniu odświeżyły oblicze pieszo-konnej armii. Jednak bez tych zmian, bez uzbrojenia, wyposażenia i sprzętu, jakie Wojsko Polskie uzyskało dzięki realizacji tego planu, Wrzesień wyglądałby prawdopodobnie jeszcze gorzej. 

   Najważniejsze zagrożenie ze strony armii niemieckiej stwarzały nowoczesne dywizje pancerne. Wysunięto więc projekt utworzenia nowych, nie znanych wcześniej w naszym wojsku, szybkich oddziałów pancerno-motorowych, mogących parować ciosy zadawane przez wielkie, nowoczesne jednostki przeciwnika. Planowano raczej małą siłę ofensywną tych oddziałów, gdyż ich główne zadanie polegać miało na rozpoznaniu ruchów szybkich jednostek przeciwnika oraz na opóźnianiu ich działań. W momencie ataku brygady motorowe mogłyby dodatkowo wspierać jednostki kawalerii i piechoty w celu ostatecznego pobicia wroga. Myślą przewodnią  było  formowanie brygad pancerno-motorowych na bazie rozwiązanych jednostek kawalerii. Zdecydowano się na nieduże a więc tańsze jednostki i okazało się później, że było to rozwiązanie słuszne. Taka była geneza powstania 10 Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej i Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. Te siostrzane jednostki, chociaż były stosunkowo małe, to miały jednak bardzo dużo pojazdów, broni maszynowej i przeciwpancernej. Doskonale nadawały się tym samym do spełnienia powierzonego im zadania, tzn. do opóźniania działań niemieckich dywizji pancernych i zmechanizowanych. 

   10 Brygada Kawalerii Zmechanizowanej istniała od marca 1937 roku. Losy generała Stanisława Mączka i jego "pancemiaków" znane są dzisiaj dość dobrze. Natomiast dziejom Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej poświęcono znacznie mniej publikacji. Niewielu wie, że dowodzenie tą drugą w wojsku polskim nowoczesną jednostką zmechanizowaną   powierzono właśnie pułkownikowi dyplomowanemu Stefanowi Roweckiemu. Dowodzenie brygadą Pancerno-Motorową  było obowiązkiem zaszczytnym. Jednostka stacjonująca w stolicy była uważana za elitarną i reprezentacyjną. Powierzenie tak trudnego i pilnego zadania, jakim było zorganizowanie nowoczesnej brygady, było dowodem dużego zaufania naczelnego dowództwa dla zdolności wybranego oficera. Wypełnienie otrzymanej misji mogło zaowocować błyskotliwą karierą. Jednak ewentualna porażka mogła oznaczać dla oficera koniec awansów. Rowecki nie był zachwycony perspektywą organizowania Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. Z zamiłowania i wykształcenia był żołnierzem piechoty. Jego prawdziwym i niezmiennym marzeniem był stopień generalski oraz samodzielne dowodzenie dywizją piechoty. 

   Przystąpił do organizowania brygady z wielką determinacją. Jednak  nawet ten niezwykle przedsiębiorczy oficer nie miał szansy zorganizowania swojej jednostki  na  czas.  Decyzja o sformowaniu drugiej, obok 10BK Zmech., jednostki zmotoryzowanej - Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej - zapadła bowiem dopiero pod koniec maja 1939 roku. Oczywiście w obliczu zbliżającej się szybko i nieuchronnie wojny decyzja ta była znacznie spóźniona. We wrześniu Warszawska Brygada była pod względem organizacji i wyszkolenia tak mało zaawansowana, że nie mogła odegrać poważniejszej roli w trakcie walk. Doskonałą ilustracją tej tezy może być notatka sporządzona przez płk. Roweckiego 31 sierpnia 1939 roku, ostatniego dnia pokoju: "Zgranie tych jednostek w ruchu, w ramach dywizjonów (batalionów) i pułków jest dopiero w  zamierzeniu. Doskonalenie szoferów trwa. Przypuszczam, że z racji tego, jak również konieczności uzupełnienia braków do etatu 25 procent, wcześniejsze ruszenie na koncentrację, jak około 15 września, nie byłoby wskazane. [...] Dziś, 31 w południe, minister Kasprzycki zrobił przegląd mojego pułku strzelców pieszych (już zmotoryzowanych), znalazł  wszystko  w bardzo dużym porządku; podobało mu się moje wojsko na motorach. Przy defiladzie na tej samej pętli pułk bardzo się rozciągnął i w trzech miejscach prze­rwał z racji trzech przejazdów kolejowych." 

   Trzeciego dnia wojny Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa otrzymała zadanie zamknięcia przepraw na Wiśle na odcinku Dęblin-Solec i w tym momencie weszła w skład nowo utworzonej Armii "Lublin". Brygada, mimo wytężonej, trwającej od 10 czerwca pracy płk. Roweckiego, nie była jeszcze w pełni przygotowana do działań wojennych. Żołnierze byli słabo wyszkoleni i nadal brakowało ok. 200 pojazdów mechanicznych (oznacza to brak ok. 25%  pojazdów).  Płk Rowecki oceniał, że do odpowiedniego przygotowania jego wojska zabrakło mu minimum dwóch tygodni. Brygada pomimo braku  doświadczenia  zdołała dość sprawnie i w całości dotrzeć na wyznaczony odcinek (w wyniku braku wyszkolenia doszło jednak do kilku wypadków). Miała spełniać zadanie typowe dla jednostki tego typu, tzn. powstrzymywać jednostki pancerne wroga, które zdołały przekroczyć rzekę. Nie doszło jednak do poważniejszych starć z nieprzyjacielem. 

Wobec groźby okrążenia Armia "Lublin" została wycofana w kierunku Lwowa. Zadanie otwarcia drogi dla cofającej się armii  otrzymała  Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa. Próba  zdobycia  Tomaszowa Lubelskiego to najlepiej znany i najbardziej chwalebny epizod z walk tej jednostki. Był to jedyny wypadek w czasie walk wrześniowych, gdy polskie czołgi wspierane przez piechotę działały w tak dużym zgrupowaniu. W nocy z 18 na 19 września brygada Roweckiego wykonała prawdopodobnie  pierwsze w dziejach wojen - nocne natarcie czołgów. Po trzech dniach (18- 20.09) wobec niewątpliwej przewagi niemieckiej natarcie brygady zostało powstrzymane. Polacy stracili niemal wszystkie wozy bojowe, a resztę zniszczyli sami, po otrzymaniu rozkazu kapitulacji wydanego przez dowódcę armii. 

Po latach Józef Szyrmer, zastępca dowódcy brygady, tak opisał ostatni epizod z wrześniowych walk swojej jednostki: 

"O świcie Rowecki  rozpuścił resztki swoich oddziałów. Każdemu zostawił wolną rękę do ewentualnego przebijania się. Rozpacz nas brała - z pistoletami i granatami w ręku chcieliśmy uderzyć na Niemców. Pułkownik nie dopuścił  do szaleńczego kroku. Zebrał swój poczet dowodzenia, w którym oprócz mnie był major Brzęk-Osiński i kapitan Szczawiński, i postanowił   szukać drogi na Węgry. Po kilku godzinach jazdy manowcami okazało się to niemożliwe - napotkaliśmy broń pancerną nieprzyjaciela. Po beznadziejnych próbach wyjścia z pułapki zawróciliśmy na północ i zapadliśmy w lasy. Następnego dnia zdecydowaliśmy się udać do Warszawy. [...] Do Warszawy dojechał tylko Rowecki, plutonowy Furowicz i ja. Dwaj nasi koledzy oficerowie wpadli w ręce niemieckie." 

Z tą chwilą rozpoczął się konspiracyjny rozdział życia Stefana Roweckiego. Wymarzony awans generalski otrzymał dopiero jako żołnierz podziemnego wojska.

   Na początku października 1939 roku (zapewne za pośrednictwem Stefana Starzyńskiego lub płk. Wacława Lipińskiego) nawiązał kontakt z gen. Michałem Tokarzewskim-Karaszewiczem, dowódcą utworzonej przed tygodniem Służby Zwycięstwu Polski. Rowecki widząc swoje miejsce tylko w wojsku liniowym podporządkował się jednak rozkazowi Tokarzewskiego i został w kraju. 

   Od około 5 października 1939 roku Stefan Rowecki pełnił funkcję Szefa Sztabu i zastępcy Dowódcy Głównego Służby Zwycięstwu Polski pod pseudonimem Stefan Grabica. Od początku stycznia 1940 roku na mocy Instrukcji Nr 1 podpisanej przez Komendanta Głównego ZWZ, gen. Kazimierza Sosnowskiego, był Komendantem Obszaru Nr 1 (Warszawa) ZWZ. W praktyce kierował również działalnością ZWZ Obszarów Nr 4, 5, 6, i 2 (Kraków, Poznań, Toruń i Białystok), czyli na terenie całej okupacji niemieckiej. Komendantem ZWZ okupacji niemieckiej został formalnie mianowany w marcu 1940 roku i w tym samym miesiącu (wobec aresztowania wyznaczonego na to stanowisko komendanta tzw. okupacji sowieckiej Tokarzewskiego) objął także zwierzchnictwo nad terenami zajętymi przez wojska radzieckie. Taki stan rzeczy formalnie usankcjonowano w maju 1940 roku. Jednocześnie z dniem 3 maja tego roku Roweckiego mianowano generałem brygady. 

Wobec niepomyślnego dla sprzymierzonych przebiegu działań wojennych na Zachodzie, co niezwykle utrudniało utrzymanie łączności z Krajem, rozkazem z 18 czerwca 1940 roku wyznaczono go pełnomocnym zastępcą Komendanta Głównego ZWZ na cały kraj. A kiedy wkrótce potem Władysław Sikorski zarządził rozwiązanie Komendy Głównej ZWZ we Francji i powołał Komendę Główną w Kraju - 30 czerwca tego roku Stefan Rowecki został mianowany Komendantem Głównym ZWZ. Od 14 lutego 1942 roku był Dowódcą Armii Krajowej, używając także zamiennie tytułu Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju. Jednocześnie od 7 grudnia tego roku pełnił dodatkowo obowiązki Delegata Ministra Obrony Narodowej w Kraju. W ciągu trzech lat dowodzenia konspiracją wojskową używał wielu pseudonimów, z których najbardziej znane to: "Kalina", "Rakoń", "Jan", "Tur", "Inżynier" i "Grot". 

   Z racji zajmowanego stanowiska Komendanta Głównego ZWZ, potem Armii Krajowej, od dawna znajdował się na pierwszym miejscu niemieckiej listy zawierającej sto sześćdziesiąt pięć nazwisk czołowych osobistości polskiej konspiracji - uznany tym samym wrogiem numer jeden III Rzeszy w okupowanej Polsce, a niemieckie władze bezpieczeństwa przywiązywały ogromną wagę do jego rozszyfrowania i ujęcia. 

  Aresztowany 30 czerwca 1943 roku w ściśle zakonspirowanym mieszkaniu przy ul. Spiskiej 14 m. 10 przez ekipę warszawskiego Gestapo dowodzoną przez Ericha Mertena i natychmiast przewieziony do Berlina, odrzucił stanowczo niemiecką ofertę udziału we wspólnej polsko-niemieckiej akcji antybolszewickiej. Osadzony w połowie lipca w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen jako więzień honorowy, zapewne właśnie tam został na początku sierpnia 1944 roku zamordowany (okoliczności aresztowania i śmierci "Grota" nie zostały do dziś jeszcze w pełni przekonująco wyjaśnione). Już w czasie pobytu w obozie awansowano go ze starszeństwem z 1 stycznia 1944 roku do stopnia generała dywizji. 

   Odznaczony wieloma odznaczeniami polskimi, m. in. czterokrotnie Krzyżem Walecznych (1922), Virtuti Militari V klasy (1923), Złotym Krzyżem Zasługi (1938), Virtuti Militari IV klasy (1942) i jeszcze raz czterokrotnie Krzyżem Walecznych (1943),  a także Krzyżem Oficerskim francuskiej Legii Honorowej (1937) i pośmiertnie Krzyżem Armii Krajowej (1967) oraz amerykańskim Legion of Merit (1984).

Tekst zaczerpnięty z artykułu wydrukowanego w wydaniu okolicznościowym pisma Zespołu Szkół Zawodowych w Zambrowie "Przeciek" z czerwca 1997, autorstwa Andrzeja Chojnackiego.