Wiosna w literaturze

Oferta dla gimnazjalistów na rok szkolny 2017/2018 - kliknij TUTAJ. Zapraszamy do "Czerwoniaka" !

Wiosna w literaturze

„z tęsknoty pisze się wiersze

z bolesnej

drążącej śpiewny owoc ciała

patrząc na samotne palce

mogę wysnuć pięć poematów”

 

(Halina Poświatowska)

 

 

 

Zorganizowana w czytelni wystawa pt. „Wiosna w literaturze” przedstawia najpiękniejsze wiersze literatury polskiej i światowej.

Wisława Szymborska w poezji najbardziej ceniła sobie dwa małe słowa: „nie wiem”. Twierdziła, że są one mocno uskrzydlone, rozszerzają nam życie na obszary, które mieszczą się w nas samych i obszary, w których zawieszona jest nasza nikła Ziemia. W odczycie pt. „Poeta i świat”, który wygłosiła po przyznaniu Nagrody Nobla, znalazły się następujące słowa: „Poeta również, jeśli jest prawdziwym poetą, musi ciągle powtarzac sobie „nie wiem”. Każdym utworem próbuje na to odpowiedzieć, ale kiedy tylko postawi kropkę, już ogarnia go wahanie, już zaczyna sobie zdawać sprawę, że jest to odpowiedź tymczasowa i absolutnie niewystarczająca… […] Cokolwiek pomyślelibyśmy o świecie, jest on zadziwiający”.

Wystawa prezentuje najpiękniejsze wiersze, które próbują odpowiedzieć na najtrudniejsze pytania dotyczące sensu ludzkiej egzystencji.

Zachęcam do czytania poezji.

Ewa Matanowska

 

 

Jan Lechoń –„Pytasz, co w moim życiu z wszystkich

rzeczą główną…”

 

Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,

Powiem ci: śmierć i miłość, obydwie zarówno.

Jednej oczu się czarnych, drugiej modrych boję.

Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

 

 

Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,

To one pędzą wicher międzyplanetarny,

Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,

Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.

 

 

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,

By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia.

I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.

Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.

 

 

Czesław Miłosz –„Wiara”

 

Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy

Listek na wodzie albo kroplę rosy

I wie, że one są – bo są konieczne.

Choćby się oczy zamknęło, marzyło,

Na świecie będzie tylko to, co było,

A liść uniosą dalej wody rzeczne.

 

 

Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani

Nogę kamieniem i wie, że kamienie

Są po to, żeby nogi nam raniły.

Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,

I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:

Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.

 

 

Czesław Miłosz –„Miłość”

 

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,

Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,

Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.

A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,

Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,

Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.

 

 

Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,

Żeby stanęły w wypełnienia łunie.

To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:

Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.

 

 

Czesław Miłosz –„Nadzieja”

 

 

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,

Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,

I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.

A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,

Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

 

 

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.

Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,

Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną

W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

 

 

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi

I że nic nie ma, tylko się wydaje,

Ale ci właśnie nie mają nadziei.

Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,

Cały świat za nim zaraz być przestaje,

Jakby porwały go ręce złodziei.

 

 

Czesław Miłosz –„Sens”

 

 

Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.

Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.

Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.

Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.

Co było niepojęte, będzie pojęte.

 

 

- A jeżeli nie ma podszewki świata?

Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem

Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc

Następują po sobie nie dbając o sens

I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?

 

 

Gdyby tak było, to jednak zostanie

Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,

Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,

Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk

I protestuje, woła, krzyczy.

 

Czesław Miłosz –„Dar”

 

Dzień taki szczęśliwy.

Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.

Kolibry przystawały nad kwiatem kapryfolium.

Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.

Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.

Co przydarzyło się złego, zapomniałem.

Nie wstydziłem się myśleć, że byłem, kim jestem.

Nie czułem w ciele żadnego bólu.

Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

 

 

Cyprian Kamil Norwid –„W Weronie”

 

 

Nad Kapuletich i Montekich domem,

Spłukane deszczem, poruszone gromem,

Łagodne oko błękitu –

 

 

Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,

Na rozwalone bramy do ogrodów,

I gwiazdę zrzuca ze szczytu –

 

 

Cyprysy mówią, że to dla Julietty,

Że dla Romea ta łza znad planety

Spada – i groby przecieka;

 

 

A ludzie mówią, i mówią uczenie,

Że to nie łzy są, ale że kamienie,

I – że nikt na nie nie czeka!

 

 

Cyprian Kamil Norwid –***

 

 

Jak gdy kto ciśnie w oczy człowiekowi

Garścią fijołków i nic mu nie powie…

 

Jak gdy akacją z wolna zakołysze,

By woń, podobna jutrzennemu ranu,

Z kwiaty białymi na białe klawisze

Otworzonego padła fortepianu…

 

Jak gdy osobie stojącej na ganku

Daleki księżyc wpląta się we włosy,

Na pałającym układając wianku

Czoło – lub w srebrne ubiera je kłosy…

 

Jak z nią rozmowa, gdy nic nie znacząca,

Bywa podobną do jaskółek lotu,

Który ma cel swój, acz o wszystko trąca,

Przyjście letniego prorokując grzmotu,

Nim błyskawica uprzedziła tętno –

Tak…

… lecz nie rzeknę nic – bo mi jest smętno.

 

 

Ralph Waldo Emerson –„Co to jest sukces?”

 

 

Co to jest sukces?

To śmiać się często i dużo,

Zdobywać szacunek mądrych ludzi

I uczucia dzieci.

To zasługiwać na szczere uznanie

I znosić cierpliwie zdrady fałszywych przyjaciół.

To doceniać piękno

I znajdować w innych to, co najlepsze.

To pozostawić świat odrobinę lepszym,

Czy to za sprawą zdrowego dziecka, ogrodowej grządki

Czy lepszych warunków społecznych.

To wiedzieć, że dzięki twemu istnieniu choć jeden człowiek

Miał łatwiejsze życie.

Właśnie to oznacza odnieść sukces.

 

 

Wisława Szymborska – „Przy winie”

 

Spojrzał, dodał  mi urody,

A ja wzięłam ją jak swoją.

Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.

 

Pozwoliłam się wymyślić

Na podobieństwo odbicia

W jego oczach. Tańczę, tańczę

W zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.

 

Stół jest stołem, wino winem

W kieliszku, co jest kieliszkiem

I stoi stojąc na stole.

A ja jestem urojona,

Urojona nie do wiary,

Urojona aż do krwi.

 

Mówię mu, co chce: o mrówkach

Umierających z miłości

Pod gwiazdozbiorem dmuchawca.

Przysięgam, że biała róża,

Pokropiona winem, śpiewa.

 

Śmieję się, przechylam głowę

Ostrożnie, jakbym sprawdzała

Wynalazek. Tańczę, tańczę

W zdumionej skórze, w objęciu,

Które mnie stwarza.

 

Ewa z żebra, Wenus z piany,

Minerwa z głowy Jowisza

Były bardziej rzeczywiste.

 

Kiedy on nie patrzy na mnie,

Szukam swojego odbicia

Na ścianie. I widzę tylko

Gwóźdź, z którego zdjęto obraz.

 

 

Zbigniew Herbert – „Nike która się waha”

 

Najpiękniejsza jest Nike w momencie

Kiedy się waha

Prawa ręka piękna jak rozkaz

Opiera się o powietrze

Ale skrzydła drżą

 

Widzi bowiem samotnego młodzieńca

Idzie długą koleiną wojennego wąwozu

Szarą drogą w szarym krajobrazie

Skał i rzadkich krzewów jałowca

 

Ów młodzieniec niedługo zginie

Właśnie szala z jego losem

Gwałtownie opada ku ziemi

 

Nike ma ogromna ochotę podejść

Pocałować go w czoło

 

Ale boi się

Że on który nie zaznał

Słodyczy pieszczot

Poznawszy ją

Mógłby uciekać jak inni

W czasie tej bitwy

Więc Nike waha się

I w końcu postanawia

Pozostać w pozycji

Której nauczyli ją rzeźbiarze

Wstydząc się bardzo tej chwili wzruszenia

 

Rozumie dobrze

Że jutro o świcie

Muszą znaleźć tego chłopca

Z otwartą piersią

Zamkniętymi oczyma

I cierpkim obolem ojczyzny

Pod drętwym językiem

 

 

Zbigniew Herbert – „Dlaczego klasycy”

 

1

W księdze czwartej „Wojny Peloponeskiej”

Tukidydes opowiada dzieje swej nieudanej wyprawy

Pośród długich mów wodzów

Bitew oblężeń zarazy

Gęstej sieci intryg

Dyplomatycznych zabiegów

Epizod ten jest jak szpilka

W lesie

Kolonia ateńska Amfipolis

Wpadła w ręce Brazydasa

Ponieważ Tukidydes spóźnił się z odsieczą

Zapłacił za to rodzinnemu miastu

Dozgonnym wygnaniem

Egzulowie wszystkich czasów

Wiedzą jaka to cena

2

Generałowie ostatnich wojen

Jeśli zdarzy się podobna afera

Skomlą na kolanach przed potomnością

Zachwalają swoje bohaterstwo i niewinność

Oskarżają podwładnych

Zawistnych kolegów

Nieprzyjazne wiatry

Tukidydes mówi tylko

Że miał siedem okrętów

Była zima

I płynął szybko

3

Jeśli tematem sztuki

Będzie dzbanek rozbity

Mała rozbita dusza

Z wielkim żalem nad sobą

To co po nas zostanie

Będzie jak płacz kochanków

W małym brudnym hotelu

Kiedy świtają tapety

 

Zbigniew Herbert –„Pan Cogito o cnocie”

 

Nic dziwnego że nie jest oblubienicą

Prawdziwych mężczyzn

Generałów atletów władzy despotów

Przez wieki idzie za nimi

Ta płaczliwa stara panna

W okropnym kapeluszu Armii Zbawienia

Napomina wyciąga z lamusa

Portret Sokratesa

Krzyżyk ulepiony z chleba

Stare słowa

- a wokół huczy wspaniałe życie

Rumiane jak rzeźnia o poranku

Prawie ją można pochować

W srebrnej szkatułce

Niewinnych pamiątek

Jest coraz mniejsza

Jak włos w gardle

Jak brzęczenie w uchu

Mój Boże

Żeby ona była trochę młodsza

Trochę ładniejsza

Szła z duchem czasu

Kołysała się w biodrach

W takt modnej muzyki

Może wówczas pokochaliby ją

Prawdziwi mężczyźni

Generałowie atleci władzy despoci

Żeby zadbała o siebie

Wyglądała po ludzku

Jak Liz Taylor

Albo Bogini Zwycięstwa

Ale od niej wionie

Zapach naftaliny

Sznuruje usta

Powtarza wielkie – Nie

Nieznośna w swoim uporze

Śmieszna jak strach na wróble

Jak sen anarchisty

Jak żywoty świętych

 

William Wordsworth –„Świat ludzkich spraw zbyt wiele dla nas znaczy”

 

Świat ludzkich spraw zbyt wiele dla nas znaczy, w dłoni

Dzierżąc nietrwałą zdobycz, każdy swego ducha

Wyjaławia. Niczyje serce już nie słucha

Natury, zaprzedane codziennej pogoni.

To morze, gdy pierś oku księżyca odsłoni,

Ten wiatr, jutrzejsza może wściekła zawierucha,

Dziś śpiący jak skulone kwiaty: nasza głucha

Dusza jest z tym – ze wszystkim – w wiecznej dysharmonii;

Świat potrąca w nas niemą strunę. – Wielki Boże!

Oby już raczej wiara pogan przemieniona

Karmiła mnie od dziecka: obym w wód przestworze,

Przed którym stoję, dostrzegł znak, co mnie przekona:

Proteusza, gdy z głębin wznosi się nad morze,

Albo w spiralną konchę dmącego Trytona.

 

 

Tadeusz Różewicz –„Spadanie, czyli o elementach wertykalnych i horyzontalnych w życiu człowieka współczesnego” (fragmenty)

 

 

Dawniej

bardzo bardzo dawno

bywało solidne dno

na które mógł się stoczyć

człowiek

 

człowieka który się znalazł na dnie

dzięki swej lekkomyślności

lub dzięki pomocy bliźnich

oglądano z przerażeniem

zainteresowaniem

nienawiścią

radością

wskazywano na niego

a on czasem dźwigał się

podnosił

splamiony ociekał

 

było to solidne dno

można powiedzieć

dno mieszczańskie

 

inne dno było przeznaczone

dla pań inne dla panów

w tamtych czasach bywały

na przykład kobiety upadłe

skompromitowane

bywali bankruci

gatunek obecnie prawie

nieznany

swoje dno miał polityk

kapłan kupiec oficer

kasjer i uczony

 

bywało niegdyś także drugie dno

obecnie istnieje jeszcze mgliste

wspomnienie

ale już dna nie ma

i nikt nie może

stoczyć się na dno

ani leżec na dnie

 

dno o którym wspominają

nasi rodzice

było czymś stałym

na dnie

jednak

było się kimś

określonym

człowiekiem straconym

człowiekiem zgubionym

człowiekiem który

dźwiga się

z dna

 

z dna można też było

wyciągac ręce wołac „z głębokości”

obecnie gesty te nie maja większego

znaczenia

w świecie współczesnym

dno zostało usunięte

 

ciągłe spadanie

nie sprzyja postawom

malowniczym pozycjom

niezłomnym

 

La Chute Upadek

jest możliwy jeszcze

tylko w literaturze

w marzeniu gorączce

pamiętacie to opowiadanie

 

o porządnym człowieku

 

nie skoczył na ratunek

o człowieku który uprawiał „rozpustę”

kłamał bywał spoliczkowany

za to wyznanie

wielki zmarły może ostatni

 współczesny moralista francuski

otrzymał w roku 1957

nagrodę

[…]

 

spadając nie możemy

przybrać formy

postawy hieratycznej

insygnia władzy wypadają

z rąk

 

spadając uprawiamy nasze ogrody

spadając wychowujemy dzieci

spadając czytamy klasyków

spadając skreślamy przymiotniki

 

słowo spadanie nie jest

słowem właściwym

nie objaśnia tego ruchu

ciała i duszy

w którym przemija

człowiek współczesny

 

zbuntowani ludzie

potępione anioły

spadają głową w dół

człowiek współczesny

spada we wszystkich kierunkach

równocześnie

w dół w górę na boki

na kształt róży wiatrów

 

dawniej spadano

i wznoszono się

pionowo

obecnie

spada się

poziomo