Nauczyciele VS Uczniowie

Oferta dla gimnazjalistów na rok szkolny 2017/2018 - kliknij TUTAJ. Zapraszamy do "Czerwoniaka" !

„Nauczyciele kontra uczniowie”

Zorganizowana w czytelni wystawa prezentuje propozycje książek, które polecają do przeczytania nauczyciele i uczniowie. W szczególny sposób dziękuję wszystkim, którzy podjęli trud opisania swojej ulubionej książki. Dziękuję tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z tego, jak niełatwe jest to zadanie.  Rozwijanie własnej kultury czytelniczej jest niezwykle ważne. Wielu mądrych ludzi przestrzega nas przed światem bez książek. Oto, co na ten temat powiedział badacz literatury Jan Tomkowski: „Pozbawiony literatury, ogołocony z pamięci i wyobraźni świat bez książek stałby się prawdopodobnie martwą dziedziną bezrefleksyjnego trwania. Zapewne byłby to również świat, w którym poszukiwanie piękna graniczyłoby z banałem, a kryteria dobrego smaku zostałyby kompletnie zapomniane. Wcześniej czy później musiałoby również dojść do redukcji, a nawet zagłady języka. Bo jeżeli jakakolwiek komunikacja językowa wydaje się możliwa bez istnienia literatury, to już rozwój języka w podobnych warunkach uległby zahamowaniu. Paul Valery tłumaczy, że poezją jest wysiłek przedstawienia za pomocą języka tego, co starają się wyrazić łzy, pocałunki, westchnienia, nieartykułowane okrzyki. Trudno zatem wykluczyć, że człowiek pozbawiony możliwości czytania książek powoli zacząłby odchodzić od porozumiewania się za pośrednictwem słów, sięgając po miny, gesty, niewyraźny bełkot”. Poniżej zamieszczone zostały prace napisane przez nauczycieli. Są one wyjątkowo ciekawe, oryginalne. Zachęcam wszystkich do przeczytania tych prac.

Ewa Matanowska

 

Charlotte Bronte – „Dziwne losy Jane Eyre”

 

Są takie książki, które po pierwszym przeczytaniu tak głęboko zapadają w naszą pamięć, że w nas samych budzi to zdumienie. Nigdy byśmy się tego nie spodziewali, a jednak… Fakt ten często zaskakuje nas i skłania do głębokiej refleksji. Dlaczego? Czy ma to związek z głębią naszej duszy, której tajników nigdy nie jesteśmy w stanie przeniknąć? Czy może chodzi tutaj o rodzaj szczególnej więzi, która łączy ludzi z trudnych do wytłumaczenia powodów? Często zastanawiamy się, dlaczego los jakiegoś bohatera literackiego tak bardzo nas poruszył. Wiemy, że nas prawdopodobnie nie spotka nic podobnego, ale czujemy niezwykłą więź z tym człowiekiem. Świadczy to o bogactwie życia naszej duszy, która nie znajduje zaspokojenia w rzeczywistości, stąd ten głód…

„Dziwne losy Jane Eyre” to dziewiętnastowieczna powieść angielska napisana przez kobietę, której jedynym bogactwem była jej wyobraźnia. Charlotta Bronte była córką pastora, miała dwie siostry, które również, podobnie jak ona, były pisarkami. Wszystkie trzy wychowywały się w bardzo skromnych warunkach na angielskiej prowincji. Niewiele więcej widziały ponad to, co otaczało je na co dzień. Spokojne, wiejskie życie to było wszystko, co mógł ofiarować im los… Ojciec wychowywał je  w surowych warunkach, nie byli zamożni. Na ich codzienność składały się jedynie kontakty towarzyskie z innymi mieszkańcami okolicznych wiosek. Dziewczęta nie były bogate, więc z góry wiedziały, że mają niewielkie szanse na wyjście za mąż z miłości. XIX wiek był pod tym względem okrutny dla kobiet. Można powiedzieć, że wszystkie te wymienione czynniki działały na niekorzyść przyszłych pisarek. Jak się jednak okazuje zbyt wielką wagę przywiązujemy w życiu do czynników ekonomicznych. Jest potęga większa od wszystkiego, co możemy dostać w sferze materialnej – nasza wyobraźnia. Siostry Bronte miały bardzo niewiele, ale los dał im przede wszystkim to, co w życiu jest najważniejsze –  inteligencję i wyobraźnię, które sprawiły, że nie żyły tylko i wyłącznie w miejscu, do którego przywiązał je los, ale potrafiły stworzyć sobie światy, w których były od niego uniezależnione w sposób absolutny.

Charlotte Bronte opisała w swej powieści „Dziwne losy Jane Eyre” niezwykłe dzieje tytułowej bohaterki. Pisarka stworzyła postać kobiecą w tak sugestywny sposób, że można zaryzykować stwierdzenie, iż utkała ją z własnych, najgłębszych pragnień. Istnieje podobieństwo między pisarką a bohaterka literacką, którą powołała do życia. Kiedy czytamy biografię Charlotty Bronte, możemy zorientować się, że autorka przez całe życie odczuwała głód przeżyć. Życie ciągle dawało jej zbyt mało albo szybko odbierało to, co z takim trudem zdobyła. Pragnęła od niego o wiele więcej, niż ono mogło jej dać. Jane Eyre jest także uosobieniem ciągłych, niezaspokojonych pragnień. Kiedy ją poznajemy, jest małą dziewczynką, którą los skrzywdził w okrutny sposób. Odebrano jej rodziców, wtrącono do domu, w którym nie było miłości, zrozumienia, współczucia. Później było jeszcze gorzej. Znalazła się w sierocińcu, który był klasycznym, sztandarowym przykładem dziewiętnastowiecznych angielskich domów opieki. Nie były to placówki, które miały na celu dobro dzieci. Nikt nie przejmował się faktami, które wyraźnie krzyczały, że sierotom dzieje się krzywda. Losy Jane i jej koleżanek nikogo nie poruszały. Nasza bohaterka od samego początku zmagała się z trudami życia. Nie miała właściwie dzieciństwa. To, co przeżyła, najpierw w domu swojej ciotki, a potem w sierocińcu, trudno nazwać beztroskimi latami. Traumatyczne przeżycia zahartowały Jane, bardzo wpłynęły na jej psychikę i sposób dojrzewania. Kiedy po wielu latach spędzonych w przytułku  wychodzi na wolność, jest już młodą, wykształconą kobietą. Poza murami sierocińca czuje się jak człowiek, który przybył z innej planety. Smutek jej traumatycznych przeżyć odcisnął piętno na jej duszy, ale jej nie załamał. Okazało się, że Jane miała w sobie to, co jest przedmiotem marzeń wielu ludzi – odporność na trudy życia. Warunki, w których się wychowała prawdopodobnie w kimś innym wywołałyby bunt, zgorzknienie, odebrałyby chęć życia. Ale nie w Jane. Dziewczyna ta wyszła poza mury przytułku jako osoba głodna życia, miłości, przyszłości. Nie miała pojęcia, co ją czeka, nie miała żadnych planów, ale postanowiła wejść w ten nowy świat pełna życia, energii, ciekawości. Gdzieś w głębi duszy czaił się w niej smutek, ale nie pozwoliła, by przesłonił jej życie, bo wiedziała, że ono jest cenne, nieprzewidywalne, groźne i może właśnie dlatego tak piękne.

Myślę, że ratunkiem Jane była jej wyobraźnia. To ona pozwoliła przetrzymać trudne dzieciństwo i stała się drogowskazem na przyszłość. Gdyby nie jej głód wiedzy i bogactwo przeżyć duchowych prawdopodobnie wyszłaby z miejsca, gdzie się wychowała jako wrak człowieka, a tak pojawiła się w nowym świecie jako kobieta, która może nie jest piękna, ale ma rzecz bezcenną– niewyczerpane bogactwo duszy. Jane nie ma wówczas specjalnych planów na przyszłość. Powierza swój los przypadkowi. Odpowiada na pewną ofertę prasową, która informuje, że w majątku Thornfield poszukiwana jest guwernantka do opieki nad małą dziewczynką. Jane odpowiada na ogłoszenie, nie mając większych nadziei na pracę. Jest zdumiona, kiedy przychodzi pozytywna odpowiedź. Tak bardzo pragnęła zmian i nagle poczuła lęk. Zaczynała przecież życie na nowo. Co jej przyniesie? Czy będzie potrafiła żyć? Ona, która właściwie nigdy nie żyła naprawdę… W pewnym momencie w późniejszej części powieści Jane wyznaje, że nie zaznała nigdy większości doznań, które spotykają każdą kobietę: miłości, ciepła, opieki, zainteresowania… Nie jest to skarga na los, ale zdumienie i pytanie – „Dlaczego?” W bohaterce tej ta właśnie cecha jej charakteru jest najbardziej zaskakująca. Uświadamia sobie swoją bolesną sytuację, krzywdę, której doznaje, i jednocześnie nie ma w niej odrobiny buntu, jedynie łagodne przeświadczenie, że coś się zmieni, los ją zaskoczy. Podstawową cechą charakteru Jane jest jej łagodność. Okazuje się, że miała rację. Siłą swojego charakteru obroniła to, co jest w człowieku najważniejsze – godność. Dlatego, kiedy przyjdzie miłość, Jane „wchłonie ją” całością swej nieskalanej duszy, którą obroniła w skrajnie niekorzystnych warunkach. Nie wyprzedzajmy jednak faktów …

Kiedy Jane przybywa do Thornfield, miłość jest jedynie jakimś mglistym wyobrażeniem, które zna z opowiadań i przeczytanych książek. Bohaterka nie przyznaje się nawet sama przed sobą, jak bardzo jej pragnie. Szybko zdaje sobie sprawę z tego, że w miejscu, do którego przybyła, raczej jej nie znajdzie. Posiadłość ta jest piękna, ale wywiera czasami na człowieku przygnębiające wrażenie. Dla Jane jest to jednak zupełnie inny świat, wiec stara się cieszyć każdą chwilą, która spędza „na wolności”. Często spaceruje, czyta, oddaje się rozmowom albo rysuje w plenerze. Pewnego dnia musi wysłać list i nagle niespodziewanie na drodze spotyka swoje przeznaczenie…

Czytając, zastanawiamy się często, kto w taki sposób „układa” nasze życie. Czy zawsze jest to ślepy los, przypadek, czy też wszystko jest z góry zaplanowane. Jane Eyre spotyka pana Rochestera i wszystko nagle się zmienia. Niby wszystko jest jak dawniej, ale dziewczyna rozumie, że każda jej myśl i każde spojrzenie od tego momentu mają tylko jeden kierunek. Bohaterów dzieli wszystko… Od początku łączy tylko jedno – rozmowa. Czytanie dialogów pana Rochestera i Jane jest czymś fascynującym. W każdym ich najbłahszym słowie skierowanym do siebie wyczuwamy jedno uczucie – pragnienie. Ich spotkania przypominają spotkania dwóch planet. Nagle zdajemy sobie wówczas sprawę z tego, że o istocie człowieczeństwa wcale nie decydują nasze kontakty ze światem zewnętrznym, ale to, co mozolnie zbudujemy w swoim wnętrzu. Pan Rochester zwiedził cały świat. Całym światem Jane był sierociniec. A jednak rozmawiają… I to jak … Mamy wrażenie, że w tym przypadku dusza rozmawia z duszą. Zakochani są inteligentni, poznali reguły rządzące światem, wiedzą, w jaki sposób toczy się gra zwana życiem. Są pełni obaw, nie spieszą się z wyznaniami. Pan Rochester wymyślił nawet pewną grę, która miała sprawić, że rozkocha w sobie Jane do takiego stopnia, że dziewczyna nie będzie już miała siły, by przeciwstawić się tej miłości. Fascynujące jest obserwowanie procesu zakochania się bohaterów, ich bezbrzeżne pragnienie bycia razem, zapełnianie pustki własnych dusz… Są bardzo ostrożni, bo wiedzą, jak krucha jest miłość. To znaczy pan Rochester już wie na pewno, Jane tylko przeczuwa…

Uczucie łączące bohaterów jest niby wyjątkowe, a tak naprawdę bardzo klasyczne. Okazuje się, że tak jak w przypadku każdej miłości zakochani „odrywają się” od rzeczywistości na tyle, że przestają zwracać uwagę na jakiekolwiek przeszkody. Przeszkoda Jane jest oczywista – wielcy panowie nie żenią się z guwernantkami. Mogą być one jedynie ich kochankami, przelotnymi miłostkami w ich życiu, ale nie żonami. Przeszkoda pana Rochestera jest poważniejsza – już ma żonę… Główny bohater znalazł się w klasycznej sytuacji bohatera antycznego. Fatum rozpostarło swe skrzydła nad jego losem. Wie, że cokolwiek zrobi, będzie człowiekiem pozbawionym honoru. Dodatkowo tragizm wzmaga fakt, że nie potrafi wyrzec się Jane, więc popełnia okrutny czyn…

Powieść nie po raz pierwszy pokazuje, że wielkie rzeczy mają wielką cenę i wymagają od człowieka ogromnej odpowiedzialności. Tylko byle co leży na ziemi, drogocenne perły wiszą wysoko…, trzeba się natrudzić… Pan Rochester po raz kolejny postawił naszą bohaterkę w sytuacji, w której musiała wykazać się siłą swojego charakteru. Tylko że teraz obserwowanie zmagań tej dziewczyny sprawia nam niemal fizyczny ból, ponieważ zdajemy sobie sprawę z tego, czym była dla niej ta miłość. Odejście do ukochanego przypomina odwrócenie się wędrowca, który nie pił od tygodnia, od bijącego na pustyni źródła. Jane wie, że musi to zrobić, ale cierpienie, które temu towarzyszy, jest już ponad ludzkie siły. Całe życie tak bardzo pragnęła miłości, a kiedy ją znalazła, musiała się odwrócić i odejść na zawsze. Jane robi to w imię ocalenia własnej duszy. Tak rozumie człowieczeństwo. My, czytelnicy, na początku nie rozumiemy jej decyzji, ale później dopiero wiemy, dlaczego tak trzeba było zrobić. Ta skromna, uboga dziewczyna po raz kolejny pokazuje nam, czym jest odpowiedzialność za własne życie.

Odchodząca od pana Rochestera Jane opuszcza go tylko ciałem. Oboje wiedzą, że ich dusze będą razem jak dawniej. Żyją jednak w rzeczywistości, nie w marzeniach, więc ból rozstania jest ogromny. Nawołują się we śnie, „rozmawiają” ze sobą jak dawniej w samotności. Oboje wiedza, że nie stworzą już bliskiej więzi z innym człowiekiem. I wówczas staje się cud, który sprawia, że znowu mogą być razem.

Dzieje bohaterów przywracają nam wiarę w pewną życiową prawidłowość, o której ludzie często zapominają. Wyznawanie wiary w istnienie niezmiennych wartości nie jest ograniczeniem człowieka, ale jego ocaleniem. Bez nich jesteśmy ludźmi bez właściwości. Takim każdym, czyli nikim. Dopiero to, w co wierzymy i co wyznajemy, czyni z nas tak naprawdę człowieka. Tę prostą prawdę przekazała nam Jane Eyre, mała, biedna, niezbyt piękna dziewczyna. Siłą charakteru mogłaby pokonać niejednego atletę. Kiedy los postawił na jej drodze przeszkodę, wydawałoby się nie do pokonania, zaryzykowała – i wygrała!

 

Ewa Matanowska

 

 

 

Michaił Bułhakow –„Mistrz i Małgorzata”

 

Historia toczy się w trzech różnych płaszczyznach: w Związku Radzieckim lat 30-tych XX wieku, dawnej Jerozolimie i zaświatach. Wszystkie te płaszczyzny łączy postać Szatana. Woland (bo takie imię przybrał bułhakowski diabeł) przybywa ze swoimi piekielnymi sługami do ówczesnej Moskwy w celu wydania Balu Pełni Księżyca przypadającego (cóż za niespodzianka) w Wielki Piątek. Równolegle śledzimy wydarzenia w Jerozolimie, gdzie jesteśmy świadkami spotkania Poncjusza Piłata z Jeszuą Ha-Nocri, który ma być skazany na śmierć (skojarzenie z Jezusem jest tu jak najbardziej na miejscu).Tak oto autor na samo „dzień dobry” daje czytelnikowi do myślenia.

Bułhakow z charakterystycznym dla siebie polotem i dowcipem (utajonym co prawda, ale w końcu od czego jest czytanie pomiędzy wierszami) połączył dwa zupełnie odległe światy. Ateistyczną Rosję zgrał ze skazaniem Chrystusa i użył do pogrążenia jednego z filarów komunizmu, jakim był ateizm. W końcu jak można wierzyć w Szatana, jednocześnie nie wierząc w Boga? Właśnie dlatego „Mistrz i Małgorzata” jest moją najukochańszą i „najulubieńszą” powieścią, do której chętnie (i często) wracam. Bułhakow bez oporów pisał o państwie totalitarnym, jego ustroju i wadach, ośmieszył chciwość i głupotę ludzi otumanionych władzą i wpływami. Z tego powodu powieść była przez wiele lat cenzurowana, co dodatkowo budzi mój szacunek do autora i sympatię do książki. A także, o ironio, do samego Lucyfera, który zaczyna jawić się jako bohater pozytywny. Książka nauczyła mnie, że trzeba przede wszystkim myśleć, nie iść za tłumem i nie dać się ogłupić. Świat nie jest czarno-biały, pełno w nim szarości i nic nie jest w nim takie oczywiste. Poza tym zło może czaić się  za każdym rogiem. I w każdym kocie wink

 

Aleksandra Sakowicz

  

Bolesław Prus – „Lalka”

 

„Lalka” zauroczyła mnie od momentu, kiedy po raz pierwszy przeczytałam ją w szkole średniej. Miała to być kolejna lektura, stała się książką mojego życia. Nigdy już później nie spotkałam powieści tak doskonale napisanej, kompletnej, idealnej.  „Lalka” to kosmos – zawiera w sobie wszystko.  I nie chodzi tutaj bynajmniej o mnogość wątków, bohaterów, zdarzeń, ale o problemy, które ukazuje. Świat tej powieści jest niezwykle prawdziwy. Przygody, które spotykają bohaterów, są bliskie każdemu z nas. Nieważne, że wydarzyły się w XIX wieku. Ból Wokulskiego zrozumie każdy, kto kiedykolwiek „potknął się” na swojej życiowej drodze

„o miłość”. „Lalka” to studium miłości. Opisuje ten stan w sposób tak prawdziwy, że mogłaby już do końca świata służyć wszystkim ludziom jako przewodnik i ostrzeżenie: „Uwaga! Miłość!”. Los Wokulskiego powinien poruszyć każdego człowieka, ponieważ opisując tego bohatera, Prus pokazał nam pewną bolesną prawidłowość: „Możesz starać się głupi człowieku, możesz resztką sił pokonywać oporną materię świata, wspinać się na kolejne szczeble hierarchii społecznej, ale kiedy przyjdzie miłość, nie będziesz już miał sił na walkę, zabierze ci wszystko…” Wokulski jest bohaterem ponadczasowym i z łatwością możemy go sobie wyobrazić w XXI wieku. Byłby wzorcem, ideałem mężczyzny, który rzuca wyzwanie regułom rządzącym światem.

„Lalka” uczy nas respektu wobec życia. Można powiedzieć, że obraz rzeczywistości ukazany w tej powieści jest okrutny. Świat niewiele dobrego może zaoferować człowiekowi. Dobrzy ludzie często nie mają szans w starciu z rzeczywistością. Albo żyją w biedzie, albo w okrutny sposób prześladuje ich los…  Ludzkie starania zawsze w końcu napotykają na barierę, której nie da się przeskoczyć. Społeczeństwo jest skostniałe jak w średniowieczu. Niby świat daje możliwości… Niby… Wokulski z nich korzysta, ale w końcu i przed nim wyrasta ściana… Powieść mówi o daremności naszych starań, pragnień, marzeń…  Świat stoi przed nami otworem, a my mamy w sobie tyle pragnień… Z nadzieją realizujemy kolejne marzenia, aż w końcu zauważamy, że one wszystkie były nieważne w sytuacji, kiedy pojawi się pragnienie, którego nie możemy spełnić…  I wówczas rozumiemy absurd życia, które tyle może przecież jeszcze nam dać, a my już nie chcemy nic, niczego nie pragniemy…

Wokulski to studium człowieczeństwa. I nie chodzi tutaj tylko o jego historię miłosną. Bohater ten zogniskował w sobie wszystkie cechy tego, co nazywamy człowieczeństwem. Jest takie powiedzenie: „Człowiek to brzmi dumnie!” Prus mówi: „Człowiek to brzmi groźnie!”. Kondycja ludzka pokazana w „Lalce” bardzo wiele ma wspólnego z dramatami antycznymi, w których ówcześni pisarze także próbowali uświadomić ludziom ich tragizm, nędzę. W swoich dramatach pokazywali, że człowiek zachowuje się w życiu jak ślepiec, któremu tylko wydaje się, że „trochę” widzi, a w rzeczywistości jest ślepcem kompletnym, błądzi po omacku, niczego nie może dostrzec, nie wie, co go czeka…

Gdyby „Lalka” opowiadała jednak tylko i wyłącznie o naszej ludzkiej nieciekawej kondycji, nie miałaby tylu fanów. Geniusz Prusa sprawił, że nie jest to tak do końca tylko powieść „poważna” i „na serio”. Powieściopisarz nie zostawił nas z okrutną świadomością: „Taki jest świat! Nic nie da się z tym zrobić!” Właśnie w tym całym tragizmie pokazuje nam drogę wiodącą do ocalenia. Owszem, świat nie jest sprawiedliwy, ale w tej sytuacji każdy z nas tym bardziej powinien być człowiekiem. W powieści mamy wiele przykładów drobnych, ludzkich gestów… Bohaterowie, chociaż bardzo cierpią, nie zamykają się na drugiego człowieka… Ogromna niesprawiedliwość nagle rozpływa się w sytuacji, kiedy jakiś „ludzki nędzarz” stara się pomóc drugiemu „nieszczęśnikowi”. To są drobne gesty, które urastają nagle do ogromnych rozmiarów. Prus mówi: „Może to jest właśnie sens życia? Nigdy nie możemy być w pełni szczęśliwi, życie wciąż nas niemile zaskakuje, nasz żywot niepewny… , ale ocaleniem może być dla nas tylko drugi człowiek. Powieść zawiera niezwykłe przykłady takich „małych ocaleń” – kiedy „mocno poraniony przez życie” Wokulski pomaga pani Stawskiej, Rzecki nieustannie zamartwia się o los „kochanego Stacha” ( a nawet jest gotów dla niego zrezygnować z miłości swojego życia!), Wokulski „przenosi” cały pokój Rzeckiego do nowego lokalu, pani Stawska bardzo martwi się tym, że nie może pomóc swojemu wybawcy, „bardzo mocno poraniony przez życie” Węgiełek pisze wzruszający list, w którym wyraża ogromne zatroskanie losami Wokulskiego, furman Wysocki płacze, kiedy dziękuje swojemu wybawcy.

Bohaterowie mają trudną sytuację rodzinną, wiele traumatycznych przeżyć za sobą, niepewną przyszłość, ale szczególnie wzruszające jest to, że potrafią zdobyć się (mimo wszystko!) na drobny gest wobec drugiego człowieka. Prus pokazał pewną niekonsekwencję. Z jednej strony mówi nam, że społeczeństwo polskie jest rozbite, a z drugiej pokazuje te drobne „nici”, cienkie jak pajęczyna, które łączą ludzi i sprawiają, że świat nagle nabiera sensu. Pod koniec powieści losem Wokulskiego przejmują się już chyba wszyscy. Dziesiątki drobnych nici niepokoju, zatroskania, zaniepokojenia, cienkich jak pajęczyna, oplatają naszego bohatera.

Czy będą w stanie zatrzymać go, kiedy stanie nad przepaścią życia? Tego się nigdy nie dowiemy… To jest ostrzeżenie dla nas: „Respekt przed życiem!”

Ewa Matanowska

 

 

Charlotte Bronte –„Dziwne losy Jane Eyre”

 

Najbardziej bliską mojemu sercu jest powieść Charlotte Bronte „Dziwne losy Jane Eyre”, którą poleciła mi moja przyjaciółka.

Jest to cudowna książka o prawdziwej miłości (nie jakieś głupie romansidło). Autorka urzeka stylem i nienagannym językiem. Przenosi czytelnika do XIX – wiecznej Anglii, pełnej konwenansów i piękna.

Opowiada o życiu rozsądnej i odpowiedzialnej kobiety, która ma swoje zasady i chce w życiu postępować moralnie. Jest pracowita, uczciwa i wnikliwie obserwuje otaczający ją świat. Choć nie jest pięknością  i nie ma radosnego usposobienia, jej dusza jest piękna. Kocha całym sercem, ciężko pracuje i jest wiernym przyjacielem.

Książkę warto przeczytać ze względu na piękne obrazy, ciekawe postaci, niespodziewane wydarzenia i zaskakujące zwroty akcji.

Ta powieść to wyjątkowo dobra lektura. Gorąco polecam.

Izabela Baranowska

 

 

Philip Zimbardo – „Efekt Lucyfera”

 

Szczególną przyjemność sprawia mi czytanie literatury  z zakresu psychologii społecznej i socjologii.  Książka, po którą ostatnio  często sięgam, została napisana przez wybitnego psychologa amerykańskiego Philipa Zimbardo  i ma intrygujący tytuł - „Efekt Lucyfera.” Autor stawia  w niej fundamentalne pytania  – jak dobrze w rzeczywistości znamy siebie samych, do czego bylibyśmy zdolni  lub czego nigdy byśmy  nie zrobili w całkowicie nowych dla nas okolicznościach?  Bada mechanizmy, które  powodują, że dobrzy, zwykli  ludzie popełniają nieraz  czyny straszne, budzące obrzydzenie.

 Inspiracją do napisania tej książki były, między innymi, wydarzenia w Abu Ghraib - irackim więzieniu, w którym doszło do znęcania się nad więźniami, oraz  krwawe wydarzenia z Rwandy, gdzie rządzące plemię Hutu dokonywało masowych  eksterminacji swoich byłych sąsiadów – mniejszości Tutsi.

            Podstawową tezą niniejszej książki jest niedocenianie znaczenia czynników sytuacyjnych w tłumaczeniu i analizie zachowania człowieka, a przecenianie czynników związanych z jego genami,  osobowością, charakterem.  Okazuje się, że  człowiek jako istota społeczna poddany jest ogromnemu wpływowi takich czynników, jak stres, potrzeba akceptacji, konformizm, podporządkowywanie się autorytetom. Wszechobecna, a zarazem subtelna władza , jaką posiada osoba kontrolująca  zmienne sytuacyjne , może całkowicie zdominować wolę oporu jednostki i zmienić ją w bestię.

 Według  Zimbardo, każdy z nas, przy zaistnieniu odpowiednich  warunków,  jest zdolny do najcięższych zbrodni, a tego jak postąpilibyśmy w określonych sytuacjach, nie dowiemy się, dopóki rzeczywiście się w nich  nie znajdziemy (analiza słynnego eksperymentu zwanego  stanfordzkim eksperymentem więziennym).   Przejawiamy tendencję do idealizowania siebie, myślimy, że jesteśmy lepsi od innych , że zło nas nie dotyczy. Autor twierdzi, że  większość z nas kryje się za egocentryczną skłonnością do tworzenia własnej iluzji wyjątkowości. Ta tarcza ochronna dla samego siebie pozwala nam wierzyć, że każdy z nas wypadnie ponad przeciętną w dowolnym teście uczciwości.

Uważam, że warto zapoznać się z tą książką, chociażby po to, by wiedzieć, co można zrobić, żeby samemu nie wpaść w pułapkę zła, jak ustrzec się przed pewnymi sytuacjami  oraz zrozumieć niebezpieczeństwo  z nich wynikające. Jest to pasjonująca , napisana przystępnym językiem  lektura, skłaniająca  do refleksji nad kondycją człowieka we współczesnym świecie. Nie jest to książka pełna pesymizmu, opisująca tylko ciemną stronę natury człowieka.          Zimbardo również  pokazuje, jak normalny człowiek może  stać się bohaterem, który przeciwstawia się złu i czyni dobro. 

 

Jerzy Hryńko

 

James Herriot – “Wszystkie stworzenia małe I duże”

 

Wszystkie książki składające się  na cykl powieści opatrzonych wspólnym tytułem „Wszystkie stworzenia małe i duże” są przede wszystkim pełne niezwykłej mądrości, ciepła i miłości. Zostały napisane przez Jamesa Herriota, angielskiego weterynarza, który postanowił spisać wszystkie swoje przygody. W świadomości wszystkich fanów tych opowiadań pisarz zostanie zapamiętany nie tylko jako przyjaciel zwierząt, ale przede wszystkim jako człowiek, który obdarzony jest niezwykłym poczuciem humoru pozwalającym mu patrzeć z przymrużeniem oka na niedostatki ludzkiej natury. Przebywanie w towarzystwie Jamesa Herriota to najwyższa przyjemność. Autor w absolutnie zniewalający sposób potrafił z subtelnym poczuciem humoru opisywać swoje przygody ze zwierzętami i ludźmi.

Akcja tych wszystkich powieści dzieje się na początku XX wieku w Anglii. Do małej wioski Darrowby w górach Yorkshire pewnego dnia przybywa świeżo upieczony weterynarz James Herriot. Jego szefem zostaje nieobliczalny Siegfried Farnon. Praktykę weterynaryjną prowadzi także jego czarujący brat – wieczny student Tristan. Wszyscy trzej panowie mieszkają w starym, stylowym angielskim domu, a nad nimi czuwa gospodyni – pani Hall. Kobieta na szczęście obdarzona jest niezwykłą cierpliwością, bez której prawdopodobnie nie udałoby się jej przetrwać w domu zamieszkanym przez trzech oryginalnych weterynarzy.

Obserwowanie rozmów tych panów to niezwykły przywilej. Każdy z nich jest niepodobny do drugiego, dzieli ich wszystko, mają zupełnie odmienne charaktery, ale łączy jedno – miłość do zwierząt i ludzi. W swojej pracy mają do czynienia z bardzo różnymi przypadkami. Mieszkańcy miasteczka Darrowby i okolic to niezwykłe oryginały. Na weterynarzy czekają codziennie nieoczekiwane wyzwania. Okazuje się, że ciekawe przypadki zdarzają się nie tylko wśród zwierząt, ale także wśród ludzi. Dzięki swojej niezwykłej inteligencji, wrodzonemu poczuciu humoru i ogromnej wrażliwości na każdego człowieka naszym bohaterom udaje się zwycięsko wyjść z prawie każdej przygody.

James Herriot ma niezwykłą umiejętność  opisywania pozornie zwykłych, codziennych zdarzeń. Mistrzostwo jego pióra sprawia, że nagle w magiczny sposób te proste historie nabierają niezwykłego znaczenia. Wyraźnie widać, że autor jest zafascynowany zarówno krainą, jak i ludźmi, z którymi ma do czynienia. Wychował się w mieście i może dlatego to surowe piękno górzystej krainy wywarło na nim tak ogromne wrażenie. W niezwykle wzruszający sposób potrafi opisywać krótkie chwile wytchnienia, którymi cieszy się miedzy kolejnymi wizytami. Największą przyjemność sprawia mu wówczas zaparkowanie gdzieś na poboczu i cieszenie się pięknem otaczającego krajobrazu.

W niezwykłej krainie mieszkają niezwykli ludzie. Pisarz niejednokrotnie wspominał, że w mieszkańcach Darrowby i okolic najbardziej cenił ich naturalność, surowe piękno ukształtowane z dala od cywilizacji. Zapewne dlatego opowiadania te są tak niepowtarzalne, ciekawe, można je czytać wielokrotnie i nigdy się nie znudzą. Pisarz potrafi śmiać się sam z siebie, a jego zauroczenie urodą krainy, w której pracuje, jest zaraźliwe. Mimo usilnych starań, by opanować wszystkie tajniki zawodu – wciąż popada w tarapaty. Trudne do przewidzenia zachowania czworonożnych pacjentów sprawiają, że nigdy nie wie, co go czeka za chwilę… Życie domowe nieustannie ubarwiają mu student Tristan i błyskotliwy, lecz kapryśny pracodawca Siegfried Farnon, autor przestrogi życiowej: „Bardzo cieniutka granica dzieli naprawdę dobrego weterynarza od piramidalnego głupca”.

Jednak nawet największe kłopoty i niepowodzenia zawodowe są niczym w porównaniu z trudnymi, obfitującymi w komiczne sytuacje zalotami Jamesa do ślicznej Helen. Pierwsze kroki stawiana na tej drodze przez naszego bohatera wywołują w czytelnikach salwy niekontrolowanego śmiechu. Droga wiodąca do poślubienia Helen pełna jest przygód wprawiających nas w osłupienie… James bardzo pragnie zdobyć Helen i może dlatego jego starania są tak zaskakujące… Jeszcze na dodatek jakieś fatum towarzyszy ciągle każdemu ze spotkań pomysłowego Jamesa i pięknej Helen.

Zarówno James, jak i jego dwaj towarzysze Siegfried i Tristan to niezwykle inteligentni i wrażliwi ludzie. Cechuje ich wszystkich ogromny dystans do siebie i otaczającego świata. Nie potrzebują wiele do szczęścia. Kochają zwierzęta, kochają to, co robią, wrodzona inteligencja sprawia, że potrafią wyjść cało z każdej przygody. Czytając te książki, doświadczamy niezwykłej przyjemności wynikającej z bliskości przebywania z ludźmi kochającymi świat. Wzruszający jest ich niefrasobliwy stosunek do pieniędzy, które wpychają po prostu do pewnego naczynia stojącego na kominku w taki sposób, że częściej znajdują się poza nim niż w nim. Wszyscy trzej doskonale wiedzą, że prawdziwe życie jest gdzie indziej. Największą wartością jest dla nich drugi człowiek. Choćby był największym oryginałem, którego trudno jest zrozumieć, zawsze jest wyzwaniem i zagadką do rozwikłania…

Właściciele zwierząt, którzy wzywają weterynarzy, niezwykle głęboko zapadają w nasza pamięć, ponieważ każdego z tych bohaterów potrafił autor opisać w bardzo sugestywny sposób. Są to ludzie kochający zwierzęta i mający taki sam stosunek do świata – pełen ciekawości, zdumienia i wyrozumiałości. W cyklu tym są historie, które rozśmieszają nas do łez i takie, przy których niezwykle się wzruszamy.

Przebywanie wraz z naszymi bohaterami w pięknych górach Yorkshire to niezwykły przywilej dostępny tylko tym, którzy czytając, potrafią mocą swej wyobraźni przenieść się tam, gdzie poniosą ich słowa…

 

Ewa Matanowska